Kolejnym punktem na mapie, jaki odwiedziliśmy w naszej serii “Po sezonie” były szwajcarskie miasta Zurych i Zug. 

Fot. Michael Peter

Spotkaliśmy tam Reprezentantkę Polski, Weronikę Nogę, która już drugi z rzędu sezon występuje w szwajcarskiej ekstralidze (NLA) w zespole Zug United, mieszkając na co dzień w Zurychu. Tym razem omawiamy nie tylko rozgrywki 2019/2020, ale i całość helweckiej przygody polskiej unihokeistki. Zapraszamy do lektury!

Polski Unihokej: Weronika, już jakiś czas mieszkasz w Helwecji. Jak wyglądały tam Twoje początki i sprawy czysto praktyczne, takie jak praca, czy mieszkanie? Miałaś komfort, by myśleć tylko o graniu w unihokeja, czy były jakieś problemy?
Weronika Noga: Początki chyba zawsze bywają trudne. Przed sezonem uzgodniliśmy wspólnie z klubem, że dopóki nie znajdę pracy, to klub zapewnia mi środki na utrzymanie się. O pracę w Szwajcarii jest jednak ciężko, jeśli nie mówi się w ich języku. W trakcie pierwszego sezonu pracowałam tylko przez 3 miesiące i było to jedynie pół etatu, niezwiązane z wyuczonym zawodem. Zaraz po zakończeniu ligi wróciłam więc do ojczyzny przez problem ze znalezieniem pracy i niepewne fundusze (dla klubu utrzymanie zawodnika jest bardzo drogie, jeśli musi wszystko opłacić). Pierwszy sezon był więc bardzo obciążający psychicznie. Okazał się on dla mnie ciężką lekcją, którą ostatecznie dzięki wsparciu zawodniczek i partnera udało mi się przetrwać. Rozegrałam go więc w całości, niemniej na “myślenie tylko o unihokeju” nie było szans. Pomimo tego, sezon 2018/2019 uważam za udany, bowiem pokazałam swoje umiejętność, pomimo trudności, jakie napotkałam.

Wiemy, że jeszcze przed wyjazdem znałaś język niemiecki. Szwajcaria to jednak kraj wielu języków, a sam niemiecki ma tam swoje dialekty. Jak bardzo pomógł Ci on więc w szybkiej aklimatyzacji?
To jest dobre pytanie (śmiech). Tak, zdawałam nawet dodatkowo maturę z niemieckiego, ale jego szwajcarska odmiana to jednak zupełnie inny język. Ostatecznie w kantonach niemieckojęzycznych można się porozumieć w “hochdeutsch” (przyp. red. wzorcowa odmiana języka niemieckiego, będąca standardem literackim). Normalnie jednak tego języka Szwajcarzy nie używają, a dialekt zmienia się nie tyle z kantonu na kanton (przyp. red. kanton to odpowiednik polskich województw, niemniej dużo bardziej autonomiczny), co z miasta na miasto. Znajomość niemieckiego na pewno pomogła mi w uzyskaniu obecnej pracy w fachu, gdzie rozmowę kwalifikacyjną miałam w tym języku. W zaaklimatyzowaniu się w klubie na pewno też znajomość niemieckiego pomogła, zwłaszcza z osobami, dla których język angielski nie był płynny. Obecnie mój niemiecki stał się płynniejszy oraz jestem w stanie zrozumieć około 80% rozmowy w języku szwajcarsko-niemieckim z okolic Zug i Zurychu. W pracy mówię głównie po angielsku, jednak niemieckiego także używam, bowiem pomaga to w lepszym zaaklimatyzowaniu się.

Pomimo wspomnianych przez Ciebie trudności, mówi się, że Szwajcaria to raj na ziemi w wielu obszarach codziennego życia. Zgadzasz się? Jesteś w stanie wymienić takie Twoje TOP5 z nich?
Określenie, że jest to „raj na ziemi” to trochę za dużo. Jest jednak wiele aspektów przemawiających za tym krajem:

1) Jeśli ma się dobrą pracę, to można mieć bardzo wygodne życie, na wyższym standardzie. Pozwolić sobie na więcej. Nie jest tak, jak dla wielu ludzi w Polsce, że żyje się “od wypłaty do wypłaty”.

2) Ludzie są bardzo mili. Idąc na przykład do sklepu i mijając nieznajomych, usłyszysz od nich pozdrowienia, czyli typowe przywitanie w Szwajcarii - „Grüezi”. Ludzie są uśmiechnięci i bardzo życzliwi.

3) Zaletą kraju, który jest mały, jest to, że szybko i sprawnie można dojechać nawet do odległych miejscowości. Winieta roczna nie kosztuje dużo, a jakość dróg i komunikacji publicznej jest wysoka. Pomimo że ta druga opcja jest dość droga, to jednak bardzo wygodna.

4) Widoki są piękne, jak to w górach, a dość często występujące jeziora dodają im uroku. Niestety nie miałam wielu możliwości na podróżowanie i wędrówki po górach, ale to się zmieni - mam nadzieję już tego lata. Udało mi się już zaliczyć zimą zjazdy na desce, tak więc teraz trzeba się wybrać tam w lecie.

5) Kraj jest czysty i dba o utrzymanie tego. Jeżdżąc rano do pracy mijam często pojazdy czyszczące chodniki (jesienią niełatwo jest znaleźć chodnik, na którym leżą liście, bądź zimą śnieg). Ludzie użytkujący miejsca publiczne sprzątają po sobie. Idąc wzdłuż jeziora, można napotkać miejsca przygotowane na rozpalanie ognisk, a wokół nich nie leżą śmieci po poprzednikach, wszystko jest wysprzątane i gotowe, by po prostu przyjść i korzystać. To niby takie proste, ale jednak w wielu krajach nie działa zbyt dobrze.

Sezon 2019/2020 był już drugim spędzonym w NLA, w Zug United, choć rok temu wydawało się, że zmienisz klub… Opowiesz nam o tym?
Zgadza się, w tym sezonie miało być inaczej, miałam grać w Dietlikon Jets (przyp. red. Mistrz NLA w 2019 r.). W Szwajcarii została wprowadzona jednak zasada mówiąca o tym, że klub może mieć tylko 4 osoby z zagranicy (jest to umowa dżentelmeńska - każdy klub miał wybór, czy ją podpisuje). Dla Dietlikonu byłam drugą zawodniczką, która podpisała z nimi kontrakt. Po mnie przyszła jeszcze jedna Czeszka. Ostatecznie po miesiącu okazało się, że udało im się też ściągnąć dwie unihokeistki ze Szwecji. W takim układzie było nas - zawodniczek zagranicznych - za dużo. Pomimo, że na miejscu byłam tylko ja oraz jedna Czeszka i trenowałyśmy już z zespołem (reszta zagranicznych miała dopiero pojawić się za miesiąc lub dwa), miałam rozmowę ze sztabem drużyny. Zostało mi zakomunikowane, że chcieliby, bym została, ale mówią otwarcie, że jestem dla nich tą ostatnią i będę pewnie siedziała na ławce lub na trybunach. Smutne było to, że podjęli taką decyzję, pomimo iż nie widzieli nas razem na boisku, by móc na poważnie porównać zdolności i mieć pewność, kto tak naprawdę jest lepszy (warto zaznaczyć, że to decyzja dyrektorów sportowych, trener nie miał wpływu na ich decyzję). Dla klubu byłoby wygodnie gdybym została, ponieważ zasada 4 zawodniczek nie dotyczy rozgrywek pucharowych oraz Champions Cup, gdzie mogłabym grać oraz w razie kontuzji którejś z pozostałej czwórki zagranicznych zawodniczek wystąpić w meczach ligowych. Dla mnie jednak takie rozwiązanie nie było dobre, poczułam się wykluczona nie ze względu na umiejętności, a narodowość. Nie miałabym problemu zostać i walczyć o pozycję w drużynie, ale przy takich założeniach nie zostało by mi to nawet dane. W takiej sytuacji skorzystałam z tego, że Zug dalej chciał mieć mnie u siebie, więc ostatecznie nie doszło do transferu do Dietlikonu. 

Oceniając całościowo już po tym sezonie: jesteś zadowolona z takiego obrotu spraw?
Podsumowując, uważam, że moja decyzja o graniu w Zug była bardzo dobra! Atmosfera w Zug odpowiada mi bardziej, niż w Dietlikonie. W Zug miałam ważną rolę w drużynie, trener mi ufał i oznajmił już na początku, że liczy na mnie, że chce, bym brała ciężar gry na siebie w trudnych momentach i że będę liderem na boisku. Wiedziałam, że dziewczyny także na mnie liczą jako na zawodnika. Wszystko to było wielką motywacją w trakcie sezonu i pozwoliło mi przeć ciągle do przodu i stawać się lepszym zawodnikiem. Strzeliłam też bramki w meczach przeciwko Dietlikonowi i Chur (czyli dwóm czołowym klubom w lidze) oraz poprawiłam swoje umiejętności w obronie. Teraz trzeba jeszcze popracować nad ofensywną stroną gry, większym spokojem i mądrością boiskową. Cieszy mnie, że na wiadomość o “powrocie” do klubu, zawodniczki Zug bardzo się ucieszyły, co też było dodatkowym wsparciem i potwierdzeniem, że Zug to mój klub.

Zostaniesz w takim razie w Szwajcarii na kolejny rok?
Tak, zostanę na kolejny rok w Zurychu w Szwajcarii. Mam tutaj bardzo dobrą pracę, która mnie ciekawi i w której mam możliwość rozwoju zawodowego. Stabilna praca to duży spokój psychiczny, pozwalający na większe zaangażowanie się w unihokej. Do tego gra w lidze wicemistrza świata zawsze nobilituje.

Na przyszły sezon planujesz zmianę barw klubowych czy pozostanie w Zug United?
Pomimo możliwości zmiany klubu postanowiłam zostać w Zug. Wierzę w ten zespół i jego możliwości oraz czuję się tutaj dobrze. Od zeszłego sezonu mamy nowego trenera. Zapowiedział nam on zmiany kadrowe i organizacyjne na nadchodzący sezon, które mi odpowiadają. Udało nam się już zakontraktować dwie zawodniczki z kadry narodowej Czech i możliwe, że udadzą się jeszcze pozostałe transfery wzmacniające zespół. Jeśli wszystko się uda, będziemy dużym zagrożeniem dla obecnych liderów ligi i będziemy walczyć o minimum półfinał. Zeszłoroczna sytuacja z Dietlikonem i powrót do Zug uświadomił mi ważną rzecz. Super jest zdobywać medale, to prawda... ale zacząć zdobywać tytuły z klubem, który wcześniej nie liczył się tak bardzo w lidze będzie na pewno niezapomnianym przeżyciem i dużą satysfakcją. Tak więc: tak, zostaję w Zug!

Na koniec chciałbym w takim razie tylko zapytać jak zapatrujesz się na start sezonu 2020/2021? Myślisz, że wobec ogólnoświatowej pandemii, w Szwajcarii ruszy on zgodnie z planem?
Ambitnie! Od początku maja jest dozwolone trenowanie do 5 osób na obiektach sportowych, co jest wstępem do zniesienia tego ograniczenia w pierwszym tygodniu czerwca i pozwolenia na normalne treningi drużynowe. Jest to sytuacja niepewna, jak w każdym kraju. Oczywiście, nic nie jest pewne, ale pozostajemy profesjonalistami i trzymamy się wytycznych.